Dawno, dawno temu, gdy Słońce było bogiem, pewnemu barbarzyńskiemu małżeństwu zostało przepowiedziane, że będzie miało trzech synów, z których każdy założy własne wielkie plemię. Gdy urodził się pierwszy chłopiec, rodzice dali mu na imię Rus. Po roku urodził się następny - tego nazwali Czechem. Po kolejnym roku światło dzienne ujrzał Lech i uradowali się początkowo rodzice, że na świat przyszli już wszyscy trzej przyszli wielcy wodzowie. Zaskoczyło ich więc, że poród jeszcze się nie skończył. Zaraz po Lechu ujrzeli główkę jego bliźniaka, którego, zdezorientowani, nazwali Jarosławem.
Rodzice wściekli się i w śmieciach wylądowały wszystkie książki o planowaniu rodziny. Oto mieli do wykarmienia o jedną gębę za dużo. Po namyśle, mimo odzywającej się sporadycznie ojcowskiej i matczynej miłości, postanowili oddać przynajmniej tymczasowo jedno dziecko do sierocińca. Wybór padł na Jarosława jako na nieprzewidzianego w przepowiedni. Niestety matka przełożona uparła się, że nie można rozdzielać bliźniąt, więc do sierocińca tymczasowo trafił również Lech.
Chłopcom w nowym domu żyło się o wiele lepiej niż u rodziny. Już pierwszego miesiąca ich pobytu w sierocińcu dzieci odbyły wycieczkę do Afryki. Niestety samolot był stary i rządowy, więc rozbił się w dżungli. Katastrofę przeżyli tylko Lech i Jarosław.
Bliźnięta zostały wpierw znalezione przez parę goryli. Rzekł jeden do drugiego po małpiemu: "Weźmiemy tych chłopców do siebie i wychowamy. Nazwiemy ich Tarzan i Mowgli. Gdy dorosną, będą panami dżungli i okolicznych wiosek". Na to drugi odpowiedział: "Jeszcze czego?!". I odeszły małpy.
Zaopiekowała się tedy bliźniętami wilczyca. Imię jej brzmiało Roma i powiedziane było, że wykarmi dwóch chłopców, którzy w przyszłości stworzą Imperium Rzymskie. Niestety Lech i Jarosław woleli towarzystwo kaczek i wkrótce opuścili wilczycę, by przebywać wśród ptactwa wodnego.
Życie płynęło sielsko, aż przyszła zima i z dżungli trzeba było udać się do ciepłych krajów. Tymczasem egipski kapłan Amon-Rydzyk oddawał się nad Nilem medytacji i polowaniu na kaczki. Tego dnia ustrzelił m.in. orła w koronie, stado zagrypionych łabędzi i chór poznańskich słowików. Wśród jego ofiar znalazła się też Mama Kaczka. Przy jej zwłokach znalazł Lecha i Jarosława - jej płaczących przybranych synów. Początkowo zamierzał złożyć ich sobie w ofierze, jednak bogowie zesłali na niego wizję. I rzekł Amon-Rydzyk: "Wy dwaj ukradniecie Księżyc!".
Kapłan zaopiekował się bliźniętami, zamierzał bowiem wykorzystać je do obalenia masonerii żydowskiej, która rozpleniła wśród wyższych kast egipskich. Tymczasem jednak inni kapłani, którzy zazdrościli Amonowi-Rydzykowi czapki z prawdziwego moheru, postanowili pozbyć się kolegi. Zamknęli go więc żywcem w sarkofagu pełnym krwiożerczych żuków i obłożyli klątwą, bliżnięta zaś po prostu zabili.
Minęły tysiąclecia. Sekcie O-Dyrian, dawnym sługom kapłana Amona-Rydzyka, udało się wreszcie wskrzesić swego pana. Gdy jego mumia na powrót stała się człowiekiem, nadszedł czas realizacji jego diabolicznego planu. Na początek postanowił przywrócić do życia Lecha i Jarosława. Niestety do odprawienia rytuału sprowadzania ludzi ze świata zmarłych była mu potrzebna ślina jaszczurki-paszczurki, a ostatni egzemplarz tego zwierzęcia zginął wiele wieków temu. Zadzwonił więc Rydzyk po Chucka Norrisa, bo tylko Chuck Norris potrafi wskrzeszać ludzi bez użycia śliny jaszczurki-paszczurki. Ten uczynił to bez kaskadera, z trzech różnych ujęć i w zwolnionym tempie.
Po przebudzeniu Lech powiedział: "Znalazłem wreszcie dom. Tu osiądę i założę plemię. A ziemię tę nazwę Lechistanem". Odparł na to Rydzyk: "Za późno. Ten kraj nazywa się już III Rzeczpospolita Polska". "Więc przemianuję go na IV Rzeczpospolitą Polską".
I tak powstała jedyna słuszna, jedyna prawdziwa Polska...